Koszmar

neverenderstory/ Wrzesień 1, 2016/ Bez kategorii

Nie pamiętam swoich snów. Jeśli już to się zdarza, są to fragmenty wyjęte z kontekstu i kompletnie nie mają sensu.

Budzę się, wstaję i … pustka, kompletnie nic, zapomniałam. Jednak gdzieś w mojej podświadomości początkującego fotografa tkwił taki zły sen, obawa, myśl, przypuszczenie którego bałam się, bałam się że kiedyś się ziści.

Wyglądało to mniej więcej tak: Umówiłam się z kimś na sesję zdjęciową, wszystko wygląda perfekcyjnie: dojechałam na czas, modele są wypoczęci, odpowiednio ubrani, ja włączam mój uśmiech nr 8 i próbuję ich rozkręcić. Wyjmuję aparat z plecaka, zdejmuję osłonę obiektywu. Włączam aparat, ale on jak na złość nie włącza się. Pakując się w domu przecież wszystko sprawdziłam, kartę pamięci, baterię … Właśnie bateria ładowała się całą noc, na pewno ją włożyłam do aparatu. Albo nie włożyłam.

Ten koszmar się ziścił. Nie wierzę. Chcę się obudzić. To NIE MOŻ LI WE. A jednak. Ta sytuacja zdarzyła się naprawdę. Gosia i Filip oraz ich dzieci Kacper i Iga z którymi umówiłam się na zdjęcia, wydają się niczym nie zdziwieni, wyluzowani, spokojni … Dziękuję im za to, że nie wpadli w nerwowy szał. Ja dzwonię do mojego Anioła Stróża i tłumaczę sytuację. Anioł Stróż zabiera ładowarkę wraz z baterią z domu i jedzie do mnie kawał drogi. W międzyczasie czekamy w lesie. Kacper poszedł z kolegami grać w piłkę. Iga u Mamy na rączkach. Filip pojechał coś załatwić. Chcąc przyspieszyć czas pstrykam trochę fotek komórką … chlip chlip.

 

 

W końcu Anioł dostarczył baterię. Działamy. Na raty. Najpierw fotki Gosi z Igą w lesie. Kilka ujęć z Tatą. Znowu Dziewczyny, przytulone, tym razem na polu przy wielkich snopkach siana. Później dorwaliśmy Kacpra u koleżanki i próbujemy uchwycić jego zabawę w ruchu. Jest gorąco. Dzieje się.

 

 

Zrobiłam wiele zdjęć ze względu na trudne warunki pogodowe (ostre słońce) i moją gafę.

Jeszcze raz wszystkich przepraszam. Kajam się. Mam nauczkę.

Gosia podsumowuje to jednym zdaniem:

„Spoko. Każdemu może się zdarzyć. Jesteśmy tylko ludźmi, nie robotami” .

Och jak to zdanie mi pomogło. Nie czuję się już najgorszą ofiarą losu.

Co nie zmienia faktu, że teraz będę sprawdzać wszystko 3 razy przed wyjściem na sesję zdjęciową.

Drugie postanowienie jest takie, że kiedyś jak już przyjdzie na to pora będę mieć zapasowy aparat i zapasową baterię. Na pewno !!!

Jeszcze raz dziękuję moim Modelom za wyrozumiałość i cierpliwość.

Jestem waszą dłużniczką i nie zapomnę odwdzięczyć się przy najbliższym naszym spotkaniu fotograficznym.

Każde doświadczenie uczy mnie czegoś nowego. Jest dobrze, a może być tylko lepiej.